Terapia z Duszą

Zmiany na Ziemi Część VI: Ocean Życia

Kiedy nasza Dusza wychodzi ze swojego źródła i pierwszy raz trafia do naszego świata widzi go jak nieskończony piękny Niebieski Ocean. Powoli zaczyna wchodzić do tego oceanu, odczuwa przyjemność dotyku piasku, przezroczystość ciepłej wody. Zaczyna płynąć i czuję różnicę, woda jest o wiele bardziej gęsta niż powietrze spowalnia ruchy, zachowanie ciała w tej wodzie jest całkowicie inne. To dla niej całkiem nowe doświadczenie, jest nim zachwycona, postanawia płynąć jak najdalej.

Tak czuję się nasza Dusza kiedy wchodzi w nasz świat trzeciej gęstości, trzeciego wymiaru. To świadomość Duszy zagęszczona wchodzeniem w gęstość tego świata stwarza nasze ciało fizyczne. Można porównać ją do człowieka, który pierwszy raz dostrzegł ocean, który wchodzi do wody, a z niej wystaje tylko jego głowa, tak jest z naszą Duszą. 80% Duszy zanurzone jest w oceanie naszego Matrixa, a 20% zawsze wystaje ponad wodę jak głowa człowieka.

Po długim czasie przyjemnego pływanie ten człowiek zaczyna przestawać odczuwać resztę ciała (przypomina to stwardnienie rozsiane), jakby głowa przestała kierować ciałem. Zaczyna tracić połączenie nerwowe z rękami, nogami.  Ciało zaczyna żyć własnym życiem, powstaje nowa świadomość ciała, które nazywamy ego. Ocean zaczyna być nowym domom naszej Duszy.

Kiedy ciało traci kontakt z głową nie wie dokąd płynąć, nie widzi gdzie jest brzeg,  jest zdane na siebie. Dotyka ciał innych Dusz i płynie jakiś czas razem z nimi, czuje przyjemność wspólnego pływania. Później płynie samotnie w inną strona i czuję ból rozstania.

Ciało zapomina o głowie, nie czuje potrzeby patrzenia na brzeg, z którego przyszła. Jedynie co jej brakuje to pamięć o świetle, którym była wypełniona głowa. Nazywało to stałym połączeniem z Bogiem. Zaczyna za nim tęsknić i tu zauważa światło wychodzące z głębin. To ryby na dnie świecące fosforyzującym światłem. Ciało zaczyna podążać za tym migoczącym światłem. Razem z innymi ciałami po drodze stwarzają nieskończone ilości opowiadań co będzie jak go dotkną. Powstają modlitwy do światła, psalmy i hymny na jego cześć. Zaczyna to być celem podróży ciała.

Głowa cały czas próbuje odzyskać czucie w ciele, widzi niebezpieczeństwa, które czekają w oceanie. Podwodne skały wystające nad wodą, płetwy pływającego obok rekina, parzydełka meduzy, w końcu dostrzega nadciągający potężny sztorm.

Dokładnie tak nasza Dusza próbuje nas obudzić. Próbuje nas dotknąć, pokazać niebezpieczeństwa, które na nas czekają, ostrzega nas przed nadchodzącym sztormem. Tylko połączenie z naszą Duszą pozwoli nam z powrotem odzyskać połączenie naszego ciała z głową pozwoli nam odnaleźć drogę do brzegu. Tylko nasza Dusza zawsze widzi tą latarnię na brzegu, która jest źródłem, z którego pochodzimy. W najciemniejszą noc świeci nieskończonym światłem prawdziwego Boga.

Aleksander Deyev