Pierwsze spotkanie z Duszą

Nie musisz szukać daleko, bo odpowiedzi są blisko – część I

Wielu ludzi zastanawia się czy warto?
Gdzie jest przysłowiowy „haczyk”?
A po co mi to wszystko?
Przecież to niemożliwe?

Ja również przez większość swojego życia zadawałem sobie podobne pytania. Muszę uczciwie przyznać, że moje wątpliwości były ogromne. Ale zacznijmy od początku. Nie będę opisywał swojego „dawnego” życia, bo ono już za mną. Napiszę tylko tyle, że moja Dusza uciekła ode mnie „gdzie pieprz rośnie”! Tak jak ja uciekałem od siebie.

Trwało to latami, a byłem tak skuteczny, że po drodze pogubiłem wszystko co mogłem zgubić. Moje życie było jak huśtawka, „raz na wozie, raz pod wozem”. Dostawałem od życia co chciałem i kiedy chciałem. Wszystko przychodziło bardzo łatwo i równie łatwo traciłem to co osiągnąłem. Miałem pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie samego.
Kiedy przychodził czas na refleksje, znajdowałem odpowiedzi. Cóż z tego kiedy moje zamiary kończyły się na deklaracjach.

Poszukiwałem od dziecka, wątpiłem, dowiadywałem się, czytałem – i co? Nic! kiedy wydawało mi się, że już wiem, pojawiały się kolejne wątpliwości i tak „w koło Macieju”. Zacząłem wątpić w istnienie Boga, aż w końcu przyznałem, że chyba Go nie ma. Koniec kropka.

Mam spokój, od teraz jestem „kreatorem” własnego życia. Jaki ja byłem dumny, myślałem: jak nie teraz? – to kiedy? Jak nie ja? – to kto? I temu podobne frazesy.

Szybko pozbyłem się jednak złudzeń, bo mimo usilnych starań – świat był taki jak przedtem. Nic się nie zmieniło. Zmieniałem się tylko ja, a właściwie to popadałem w coraz większy marazm. Żeby już całkiem nie oszaleć z tej beznadziei usiłowałem wyciągnąć chociaż troszkę optymizmu.

I co? – dalej nic!
Kurcze no przecież musi być jakiś sposób? Pomyślałem, że może gdzieś po drodze popełniłem błąd, a może Bóg jednak istnieje? Tylko ja nie potrafię zbliżyć się do Niego? A może to czego się dowiedziałem, co wiem to zwykłe mydlenie oczu? A prawda jest zupełnie inna? Być może odpowiedzi są bliżej niż myślałem, a może po prostu lepiej nie pytać? Znowu wątpliwości…

Pewnego dnia przyszła myśl – kiedyś oglądałeś film „Rozmowy z Bogiem”, może warto do niego wrócić?
W sobotę zrobiłem sobie seans. W niedzielę kolejna myśl – „a może warto z Nim porozmawiać”? No dobrze – tylko w jaki sposób?

Niewiele zastanawiając się wpisuję w wyszukiwarkę hasło, ale ku mojemu zdziwieniu, w oknie wyszukiwania wpisałem „rozmowy z Duszą”…? nic to myślę i wciskam klawisz enter… Tak trafiam na stronę szkolaaniolow.pl, a tam na Izabelę Margańską i jej książkę „Rozmowy z Duszą”.

Czytam fragmenty, oczy robią mi się jak spodki i nagle zadaję sobie pytanie – „jak to osiągnęłaś?” Ja tu się męczę, szukam, błądzę, a Ty ot tak prowadzisz rozmowę z Duszą – „jak to możliwe?” Wracam do „szkoły aniołów”, dowiaduję się, że jest ktoś taki jak Aleksander Deyev i w jaki sposób można się z nim skontaktować – wystarczy wysłać maila lub zadzwonić!

No cóż pozostaje zrobić następny krok, ale jest niedziela, godzina późna – jest po 22-giej – myślę, że nie wypada? Może zrobię to jutro? „Wyślij wiadomość” – ta myśl staje się coraz bardziej uciążliwa. Poddaję się.

Piszę krótką wiadomość:

Witam,

od jakiegoś czasu próbuję poprawić swoje życie, swoje relacje z najbliższymi i innymi ludźmi.
Mam wrażenie, że kręcę się wokół „własnego ogona”.
Wiem że muszę odzyskać kontakt z własną Duszą ale chyba sam nie dam rady?
Potrzebuję przewodnika/lekarza – Czy mogę liczyć na Twoją pomoc?

Darek

A tu bach – odpowiedź: „proszę wysłać zdjęcie”.
I co już? Tylko tyle?
To chyba jakiś żart? – Rób zdjęcie i wyślij.
Wyciągam telefon – „ciach” zdjęcie, wysyłam i idę spać.

W poniedziałek czekam „jak na szpilkach”. Co dalej? Zniecierpliwiony ponaglam, wysyłając kolejnego maila, z pytaniem co dalej oraz z prośbą o ewentualne podanie nr konta – może tak zachęcę gościa do roboty pomyślałem?
A tu trach odpowiedź – nr konta i informacja, że terapia potrwa ok. 2 tygodnie, koszt oraz krótkie – „proszę zadzwonić jutro między 17-tą, a 20-tą.”

Wtorek. Zanim zadzwoniłem miałem cały dzień na przemyślenie (wątpliwości i pytania). A może to jakiś oszust? (bardzo Pana przepraszam – Panie Aleksandrze) Co to za pomoc na podstawie zdjęcia? Kolejny nawiedzony jasnowidz…? Naciągnie mnie na parę złotych i tyle Go widzieli?

Ale gdzieś ponad tymi pytaniami i wątpliwościami wyłapuję jedno, „jeśli lepsza jakość twojego życia ma kosztować tylko 1000zł to się nie zastanawiaj tylko zadzwoń!”.

Dzwonię.
cdn…

Dariusz Ochman