Pierwsze spotkanie z Duszą - Zmiana na Ziemi

Nie musisz szukać daleko, bo odpowiedzi są blisko – część II

Dzwonię – zajęte – myślę zadzwonię później.
Dzwoni telefon – to Pan Aleksander – przedstawiam się.
Pan Aleksander mówi, że musi spojrzeć na moje zdjęcie – chwila oczekiwania…
i dowiaduję się o sobie więcej niż chciałbym usłyszeć.
Skąd ten człowiek tyle o mnie wie?
Zaczynamy wspólną pracę.
Duszy nie ma przy mnie, odeszła 13-ście lat temu z powodu mojego cierpienia i cierpi nadal.
Ale to nie wszystko, długo – wiele lat pracowałem na to, aby mnie opuściła.
Kilka wskazówek i do następnego razu.

W trakcie kolejnych rozmów dostaję do wykonania konkretne zadanie (pracę). Muszę przyznać, że strasznie męczyłem się i prowadziłem wewnętrzną walkę, aby sprostać zadaniu. Niemniej jednak każdorazowo po zrobieniu kolejnego kroku odczuwałem niesamowitą ulgę, radość i szczęście. Tak – to było szczęście.

Powoli zacząłem akceptować siebie, takim jaki jestem, ze wszystkimi wadami, ale przede wszystkim zaletami. Zacząłem akceptować swoje życie, ze wszystkimi wadami i zaletami, zacząłem akceptować ludzi, którzy mnie otaczają i z którymi przyszło mi żyć na co dzień, a także dostrzegać ich różnorodność. Co ciekawe wcześniej usiłowałem wszystkich dopasować, a może upchać do jednego szablonu – szablonu, który był wygodny dla mnie.

Z każdym dniem dowiadywałem się o sobie czegoś nowego.
I zaczęło mi to sprawiać przyjemność.
W poniedziałek mijają dwa tygodnie naszej kuracji (naszej – razem z Duszą) – dzwonię…
W trakcie rozmowy z Panem Aleksandrem dowiaduję się, że moja Dusza wróci do mnie w środę ok. godziny 24-ej.

Następnego dnia, czyli we wtorek budzę się wcześnie rano, wcześniej niż zwykle.
W głowie „gra mi muzyka” jakiś utwór, ale nie przywiązuję do tego uwagi.
Biorę prysznic, robię sobie kawę – taki poranny rytuał, idę zapalić przy „kawce”, uwielbiam połączenie zapachu dymu papierosowego i kawy.
Poranek jak każdy, a jednak… inny, ładniejszy, weselszy, taki kolorowy.
W głowie odczuwam „burzę mózgu” – kto brał w czymś takim udział, w rzeczywistości będzie wiedział o czym piszę.

Wiele myśli i pomysłów ale coś jest ponad to…
Siadam na łóżku, biorę notatnik i długopis, zapisuję to co słyszę w głowie:

1. Daj sobie czas na podejmowanie decyzji.
Podejmuj je bez emocji, niekiedy podejmujesz je pod wpływem strachu
innym razem w przypływie dobrego humoru.
Jakie podejmował byś decyzje, kiedy „problem” zostałby przemyślany?
2. Możesz zmieniać swoje decyzje – szczególnie wtedy, kiedy ich skutek może być dla ciebie niekorzystny.
3. Kiedy masz wątpliwości , kiedy to co dzieję się w twoim życiu jest poza twoim wpływem,
„coś zależy” od decyzji kogoś innego i nie wiesz co zrobić, co dalej? Zdaj się na Mnie, zaufaj – Ja ciebie bezpiecznie poprowadzę!

Nie wiem co to było? Może ego prowadzi dialog z rozsądkiem? A może…?
Wsiadam do samochodu, kiedy jadę do pracy dzieje się coś dziwnego.
Czuję jakbym spotkał kogoś, kogo dawno nie widziałem, a z kim łączyła mnie bardzo silna więź.
To uczucie jest tak silne i tak intensywne, że nie jestem w stanie opisać towarzyszących mi emocji. Trwało kilka minut i zniknęło?

Z wrażenia zdążyłem tylko powiedzieć: „witaj Duszyczko, cieszę się że udało Ci się wrócić”,
„co mogę dla Ciebie zrobić abyśmy wspólnie mogli doświadczać szczęścia?”, „Boże – dziękuję”.
Koniec, urwało się, zniknęło…

W pracy niesamowicie się meczę, mimo że ogarnia mnie niesamowity spokój to „nie idzie” tak, jakbym oczekiwał.
Świadczę usługi, jestem glazurnikiem czyli układam płytki, one nie wybaczają, każda pomyłka powoduje zniszczenie materiału i konieczność kolejnego wykonania tej samej czynności co przynosi straty.
Nagle myśl: „nie musi być perfekcyjnie, jak będzie dobrze i tak będzie doskonale!”
To było to! – dalej „idzie” już bezproblemowo. Tak mija kolejny dzień.

Środa – dzień powrotu.
Dzień jak co dzień, poranne rytuały, praca, obiad, niby nic nadzwyczajnego, ale postanawiam w jakiś specjalny sposób zaczekać na to co ma się wydarzyć.
Biorę prysznic, zakładam ciuchy, w których dobrze się czuję i fajnie wyglądam – normalnie jakbym szykował się na randkę!
Mija północ i nic! Jestem tak zmęczony oczekiwaniem, że zasypiam jak kamień. Budzę się rano i nic. Mija kolejny dzień.

W czwartek dzwonię do Pana Aleksandra – i na jego pytanie: „no i co?”
… postanawiam nie odpowiadać.
Zaproponowałem aby to On mi powiedział co się wydarzyło.
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu (bo ciągle jestem nieufny) Pan Aleksander mówi, że Dusza nie wróciła, ale była na chwilę (trzy minuty) ze mną we wtorek, musiała odejść bo ma coś jeszcze do „załatwienia”. Wróci w sobotę między 20-tą, a 20:30! – Szok.

Mówię Aleksandrowi o tym co mi się przytrafiło we wtorek, czytam zapisane we wtorek rano „myśli” – z wrażenia nie pamiętam co mi powiedział. Na koniec zaproponował abym zapisywał wszystko co mi się „przytrafia”, ale tego nie musiał mówić, bo pisanie przyszło samoistnie.
Czuję potrzebę zapisywania tego co się wydarzyło w moim życiu i kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota siadam przed klawiaturą i piszę…
Kilka lat temu, kiedy moja świadomość zaczęła wzrastać, kiedy zrozumiałem, że można zmienić swoje życie – pomyślałem, że powinienem zapisywać to co mi się przytrafia, że być może będzie to stanowić wskazówkę dla innych „poszukiwaczy”.
„Słomiany zapał” tak to się nazywa, na jakiś czas – porzuciłem poszukiwania,na tym bardziej pisanie, którego nawet nie zacząłem.
Życie zakręciło koło, wziąłem kilka lekcji, znalazłem się kolejny raz w tym samym momencie swojego życia – tylko bardziej świadomy. I znowu ta sama myśl: „pisz!” – dobrze, piszę więc.

Dzisiaj jest już niedziela, to co wydarzyło się wczoraj…
cdn…

Dariusz Ochman