Odpowiedzi są blisko - Zmiana na Ziemi

Nie musisz szukać daleko, bo odpowiedzi są blisko – część IV

Dzisiaj jest wtorek 10 październik 2017 roku.
Wczoraj zakończyła się „część” mojej terapii z Panem Aleksandrem, dlaczego część, a nie całość?
Mam wrażenie, że czeka mnie jeszcze długa droga, jeszcze nie wszystko rozumiem, przede mną czas na dokonywanie tych właściwych wyborów i podejmowanie odpowiedzialnych decyzji.

„Rozwiewanie wątpliwości” tak postanowiłem nazwać ten etap. Czy ja tak postanowiłem? – uśmiecham się do siebie za każdym razem kiedy pojawia się tego rodzaju „myśl”.

Pewnie jesteście ciekawi co się wydarzyło w trakcie tych dwóch tygodni z Aleksandrem? Aby poznać odpowiedź powinniście sami spróbować, byłbym nie w porządku wobec Niego i siebie samego gdybym zdradził szczegóły. W końcu to jego praca – jak sam mówi.

Muszę przyznać, że nie było lekko, często zdarzało mi się wątpić. Bardzo często musiałem stoczyć wewnętrzną walkę sam ze sobą, żeby wykonać kolejny krok. Ale wykonanie Go przynosiło mi nieprawdopodobną ulgę, a to z kolei utwierdzało w przekonaniu, że zmierzam we właściwym kierunku.

Teraz zaczynam rozumieć co przyczyniło się do spowodowania katastrofy w moim życiu, zaczynam rozumieć czego powinienem się wystrzegać, a za czym podążać. Zaczynam dostrzegać, że całe moje dotychczasowe życie było jak przerabianie tych samych lekcji. W kółko powtarzające się schematy, nie wyciąganie wniosków, popełnianie podobnych błędów oraz dokonywanie niewłaściwych wyborów – często na przekór sobie.

Przez większość życia – pełnego porażek, czegoś pragnąłem. Goniłem za wszystkim co było bardzo ulotne: pieniądze, kariera, uznanie. A tak naprawdę pragnąłem wyłącznie akceptacji i miłości. Dwóch uczuć, z których zostałem obdarty w dzieciństwie.
Dla ponownego „poczucia” tych dwóch uczuć dokonywałem takich rzeczy, które w konsekwencji zamykały mi do nich drogę. Byłem ślepy i głuchy. Sam nie potrafiłem tych uczuć odwzajemnić czy też obdarzyć nimi najbliższych. Winą oczywiście obarczałem wszystkich dookoła, a nie zauważałem własnego w tym udziału. Jednocześnie obawiałem się wstydu i strachu – uczuć, które często towarzyszyły mi w dzieciństwie i które odczuwałem przez całe swoje dotychczasowe życie.

Paradoksalnie sam wywoływałem te „niechciane” demony swoim postępowaniem, były one wynikiem moich poczynań. Doprowadziłem do sytuacji kiedy miałem już dość tych demonów, a nie mogłem im sprostać,
wtedy zacząłem uciekać. Najpierw przed rodziną, żoną i dziećmi, później przed kolegami, wspólnikami, a tak naprawdę uciekałem od samego siebie.
Ale czy przed sobą można uciec?

Zaprzyjaźniłem się wtedy z pewnymi „osobami” i przez jakiś czas były ciągle obecne w moim życiu, te osoby to: Kiedyś, Ktoś, Coś i Nikt.
Kiedyś Ktoś Coś zrobi, ale nie robi Nikt.
Kiedyś będzie lepiej, Ktoś zawinił lub Coś się wymyśli i Nikt mi nie pomaga.
Wielokrotnie usiłowałem „coś” zmienić, ale myślałem, że może „kiedyś” lub „ktoś”…
i ciągle wracałem do punktu wyjścia.

Trwało to latami, traciłem siły i determinacje. Kiedy w końcu zrozumiałem, że sam niczego nie zmienię – stanąłem na rozdrożu i zacząłem poszukiwania. Poszukiwałem i znalazłem. Dokonałem właściwego wyboru. Zaakceptowałem samego siebie i życie – takie jakie mam oraz dostrzegłem, że jest ktoś kto zawsze obdarzał mnie miłością, najpiękniejszym jej rodzajem, bez względu na to kim i jaki byłem – kochał mnie bezwarunkowo.

Dostałem szansę – szansę na lepsze życie i postanowiłem z niej skorzystać.
Jak będzie wyglądała ta droga i czy będę potrafił się na niej odnaleźć? – tego nie wiem…
ale mam ufność, że nie będę podążał nią sam.

Kiedyś chciałem „robić to co mówię i mówić to co myślę” – teraz to robię.
Kiedyś chciałem wszystko na już – teraz mam czas – mam dużo czasu.
Nie wszystko jest czarno – białe, świat ma wiele barw, a te barwy z kolei wiele odcieni
– dlatego jest taki piękny i różnorodny.

Pewnie jak wielu innych ludzi zadawałem sobie pytanie – „Po co żyję?”
Wszystko co robimy – robimy z jakiegoś powodu, a także po to aby osiągnąć jakiś cel.
Niejednokrotnie jednak osiągamy rezultaty inne od zamierzonych ponieważ po drodze
„gubimy” ideę. Bardzo często jest też tak, że kiedy widzimy, że nasze działanie staje się bezcelowe lub nie przynosi oczekiwanych rezultatów – zamiast się wycofać/zrezygnować – brniemy dalej.
Brniemy dalej bo co? – bo chcemy udowodnić samym sobie, że damy radę?
A może jest tak, że obawiamy się nieprzychylnych ocen czy krytyki od innych ludzi?
A czy pomyśleliśmy o stratach, które w efekcie ponosimy?
„Chyba lepiej zawrócić ze szlaku kiedy pogoda się psuje
niż iść dalej i ryzykować zdrowiem i życiem?”

Życie to ciągła zmiana, zmienia się czas, pory roku, moda, przyzwyczajenia czy ideały, więc nie bójmy się – zmiany są nieuchronne i prowadzą do czegoś nowego. Życie jest pełne pułapek, ale wystarczy tylko właściwie odczytywać znaki ostrzegawcze. Pewnie, że nikt „tego” nie uczy, ale czy nie powinniśmy spróbować. Kiedy pojawia się „coś” co nas ostrzega, „coś” mówi nam jak ominąć niebezpieczeństwo, która decyzja będzie właściwa – mamy wybór – posłuchać lub „iść pod prąd”.

Ja – pomimo tego iż często dostawałem właściwe wskazówki, często miałem „przeczucie” – równie często robiłem na przekór i równie często później żałowałem. Musiałem upaść na kolana, musiałem zniszczyć swoje życie żeby „otworzyć oczy”.

Teraz wiem, że każda tego typu sytuacja w moim życiu to była lekcja, którą musiałem odrobić. Nie odrabiałem lekcji więc powtarzała się ona w kółko i w kółko. Kiedy lekcja zostaje odrobiona dostajemy szansę i tylko od nas samych zależy czy z niej skorzystamy.

Dariusz Ochman