Ludzie znajdują się w letargu. Kiedy dzwoni budzik włączają drzemkę. „Jeszcze 5 minut”.

Iluzje życia stały się naszym naturalnym środowiskiem. Codziennie posługujemy się nimi patrząc na świat. Nie zdajemy sobie sprawy lub nie wierzymy, że może on wyglądać inaczej. Często stajemy się odporni na to co powinno postawić nas na nogi.

Szukamy siebie za zakrętem zmiany. Nowa dieta, nowy związek, nowa praca, wyjazd do Indii, Tybetu. Latamy też na Księżyc choć chcielibyśmy na Marsa. Rozmawiamy z obcymi, a nie znamy samych siebie. Mamy listę miejsc świętych, którą powinniśmy odwiedzić i listę nauczycieli, od których powinniśmy pobierać nauki. A także pełną listę oczekiwań, które sprawią, że będziemy szczęśliwi.

Ten świat może się okazać dla nas jak wejście do supermarketu bez listy zakupów. Kupujemy to co on chce nam sprzedać i za taką cenę jaką ustanowił. Łatwo nam uwierzyć w potrzebę włożenia kolejnej rzeczy do koszyka, która dziś jest promowana. Łatwo uwierzyć, że to jest dla naszego dobra, bezpieczeństwa - że nie możemy bez tego żyć.

Uwierzyłem w kłamstwa, którymi codziennie się posługujemy. Na temat świata, na temat innych, a przede wszystkim na swój własny. Przyjąłem je jako prawdę i pozwoliłem kierować swoim życiem. Przestawiałem swój budzik o następne 5 minut.

Jednak od lat uczucie, że muszę coś odzyskać, coś czego mi brakowało w życiu lub coś co utraciłem nie dawało mi spokoju. Przez wiele lat wierzyłem, że to czego szukam jest na zewnątrz mnie. Próbowałem znaleźć to w kościele, w pracy, u innych ale zawsze miejsca, w których tego szukałem okazywały się fatamorganą. Uczucie cały czas pozostawało obecne.

Trudno prowadzić poszukiwania kiedy nie wiemy czego tak naprawdę szukamy i gdzie można to znaleźć. Łatwo jest uwierzyć innym, że mają to czego potrzebujemy. Że musimy poświęcić wiele lat na pracę, żeby móc za to zapłacić. Za każdym rozczarowaniem mamy coraz mniej wiary, że nasze poszukiwania w ogóle maja sens.

Niespełna dwa lata temu to uczucie przybrało na wadze, czułem że jestem blisko, choć nie widziałem jeszcze nic na swojej drodze co mogłoby o tym świadczyć. Mało tego czułem się już zmęczony tymi poszukiwaniami. Byłem gotowy z nich zrezygnować. Życie w ogóle nie wyglądało tak jak bym chciał je widzieć. Jakby wydarzało się obok mnie. Czułem, że staje przyparty do muru. Traciłem jakąkolwiek ochoty na zmianę.

Jednak pół roku później okazało się, że moje uczucie mnie nie zawiodło. A to co odnalazłem przekroczyło wszelkie możliwe wyobrażenie. Wykroczyło poza to w co wierzyłem. Zrozumiałem dlaczego nie mogłem do tej pory tego odnaleźć, a także skąd pochodziło to uczucie.

Wchodzimy w ten świat z prawdziwym skarbem. Kiedy jesteśmy dziećmi połączenie z nim jest pełne. Nie znamy innego świata. Jednak z czasem otoczenie dba o to, aby nasze zabawki były w każdej chwili dookoła nas. Aby były poza nami i abyśmy nie spojrzeli tam, gdzie możemy go odnaleźć. Kiedy ten świat zaczyna w nas dominować szanse na jego dostrzeżenie są coraz mniejsze.

Jednakże kiedy nie jest on obecny w naszym życiu czujemy, że czegoś nam brakuje. Z czasem na różnych poziomach doświadczamy skutków tego braku. Każdy w innej formie. Cierpi nasze ciało, nasza psychika, trudno nam nawiązać zdrowe relacje z innymi, a przede wszystkim z samym sobą. Zaczyna w nas dominować strach, niepewność. Nie potrafimy poradzić sobie z przeszłością i mamy coraz więcej obaw o przyszłość.

Możemy doświadczać poczucia pustki, tęsknoty ale często może to być krzyk, który coraz trudniej jest nam zagłuszyć.

W jednym i drugim przypadku tym kto daje znać o sobie jest nasza Dusza. To ona jest tym skarbem. Tym co jest w nas najcenniejsze. Jesteśmy jej przejawem, jej fragmentem w tym świecie.

Często brakuje nam perspektywy abyśmy mogli ją dostrzec. Przyzwyczailiśmy się patrzeć na życie poprzez opinie na jego temat. Nie oznaczy to, że tylko takie życie istnieje. Wystarczy uważnie obserwować to co się w nas wydarza. Z czasem możemy dostrzec, że znaki na drodze zaczynają się powtarzać, że potrzeba poznania tego co w nas było zapomniane jest ciągle obecna.

To absolutnie wyjątkowy moment kiedy dusza chce zwrócić nam na siebie uwagę. Kiedy próbuje przypomnieć o sobie. To szansa na napisanie nowego rozdziału w naszym życiu. Nie znaczy to, że go napiszemy. W dzisiejszym świecie wszystkie chwyty są dozwolone, aby odwrócić naszą uwagę od tego co naprawdę może coś zmienić.

Kiedy z początkiem października 2015 roku wróciła do naszego życia myślałem, że jej powrót to wszystko co miało się wydarzyć. Okazało się, że to dopiero początek naszej wspólnej drogi. A życie z nią wygląda zupełnie inaczej, niż to do którego się przyzwyczaiłem.
Jesteśmy uczeni jak powielać życie innych ludzi, jak mnożyć i całkować, ale na pewno nie jak żyć w zgodzie z własną duszą, a tym samym z samym sobą.

Zrozumiałem, że poznanie naszej duszy, zadbanie o jej zdrowie i relacja jaką z nią stwarzamy jest jedyną szansą na odnalezienie indywidualnej drogi w tym świecie. Idąc nią i realizując wspólne cele możemy odczuć prawdziwe spełnienie w życiu. A także przejść przez nie w równowadze na poziomie ciała, umysłu i przede wszystkim duszy. Odzyskać spokój i poczucie szczęścia niezależne od zewnętrznych okoliczności.

Kiedy spojrzę wstecz widzę jak bardzo na początku brakowało mi zrozumienia i wiedzy, która pomogłaby mi stworzyć z nią relację. Przyzwyczajony do iluzji jakimi się posługiwałem do tej pory, popełniłem wiele błędów, które spowalniały jej przejaw w naszym życiu i zmiany jakie w nie wprowadza. Codziennie dzięki niej uczę się stawiać nowe kroki. Pozwalam jej przejawiać się przeze mnie.

Rozumiem też jak bardzo codzienna rzeczywistość próbuje odwieść od spojrzenia w głąb nas samych. Widzę jak każdego dnia robi się wszystko aby utrzymać nasze zainteresowanie poza miejsce gdzie możemy spotkać naszą Duszę. Dzięki świadomej relacji z nią możesz stać się świadkiem trwałych zmian jakie wprowadzi w wasze życie. Wiem, że w tej drodze nie jestem sam. Zapraszam Cię do poznania swojej Duszy.

Paweł Kowalski